
Zdradzę Wam małą tajemnicę odnośnie mojej osoby. W całym moim życiu nigdy nie byłam zakochana. (wspomniałam już, że mam 21 lat?) Właściwie nie byłam zakochana w drugiej osobie, sprostowując. Jestem bardzo kochliwą osobą, ponieważ zapadam po uszy w książkach, muzyce i filmach (najnowsza, bo wczorajsza miłość to 'nowhere boy'). Jednak jeszcze nie miałam okazji zakochać się w drugim człowieku. Wydaje mi się, gdybym spotkała tego jedynego, wiedziałabym to od razu. Od pierwszego wejrzenia. Ze mną jednak jest jeden problem. Jak się zakochać, kiedy wychodzi się z domu tylko na uczelnię, czy do sklepu? Nie lubię imprez. Z resztą wątpię czy chciałabym być z kimś kto lubi głośną muzykę przypominającą tłuczone garnki. Chyba jestem jakaś staromodna, ale ja chciałabym spotkać mężczyznę w tramwaju, albo w sklepiku z warzywami po drugiej stronie ulicy. Liczę na spotkanie jak z książki. Przypadkowa wymiana spojrzeń, delikatne potrącenie, czy dotknięcie dłońmi przy wybieraniu cytrusów. Jestem chyba jakimś wymierającym gatunkiem i wierzę w takie rzeczy. Niestety.
Czeka mnie smutna przyszłość w pojedynkę. Nawet kotów nie będę mogła mieć, bo jestem uczulona na ich sierść. Zakopię się książkami i nadal będę utożsamiać się z bohaterami, płakać na bajkach Disneya. Taką wróżę sobie przyszłość. Niebyt kolorowa, ale spokojna. Zostanie mi pewnie jeszcze kilka litrów łez do wylania na beznadziejność mojej sytuacji. A może znajdę sobie jakiegoś pana uroczego, który także liczy na romantyczne spotkanie wśród włoszczyzny ;)
Skoro wychodzisz na uczelnie to masz szansę kogoś poznać ;)
OdpowiedzUsuńWiesz jak zaczęła się znajomość z moim mężem? Od wymiany zdań na uczelni
"-gdzie kupiłeś tę maślankę?
-w sklepie"
Nie trać nadziei :*
jakbym czytała o sobie :')
OdpowiedzUsuńprawie 20 lat na karku, żadnego zakochania na karku i całkowita niechęć do imprez.
Marzy mi się, że mój "jedyny" podchodzi do mnie, gdy czytam na ławce w parku lub zimą na plaży.