poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Żałuję, że nie pada...

... zawsze łatwiej złapać wenę, gdy w metalowy parapet zaczynają delikatnie stukać krople deszczu, zwiastujące moje stukanie w klawiaturę dopasowane do ich częstotliwości. Stęskniłam się za moim papierowym pamiętnikiem. Od dawna leży zakurzony na półce należącej do mnie w poznańskim mieszkaniu, zapewne obrażony, że wcale do niego nie zaglądam. Musi mi wybaczyć jest zbyt ciężki, żeby wozić go ze sobą za każdym razem do rodzinnego domu, choć tak naprawdę lepiej byłoby mu tutaj. Mam więcej czasu i możliwości do przemyśleń. Dlatego dzisiaj na popołudniowym spacerze do miejskiego parku z moją poczciwą psiną wpadłam na pomysł publikowania tutaj, a żeby mój dobry przyjaciel - Pamiętnik się nie obraził w miarę możliwości wklejać te teksty do niego. Nie liczę na to, że ktokolwiek będzie czytał moje wpisy tutaj. Zajęłam ten kawałek sieci całkiem samolubnie, jeśli jednak ktoś już tutaj wpadł i zagościł na tyle długo, aby przeczytać ten tekst - Witam serdecznie i zapraszam do zostawienia po sobie śladu. Będzie mi bardzo miło, jeśli przypadkiem zostaniesz tu na dłużej.


Będąc na wspomnianym spacerze z moją psinką usilnie próbowałam znaleźć jakieś oznaki jesieni. Niestety nie zaobserwowałam nic poza koniecznością noszenia szalika, którego ze sobą nie miałam i dlatego zmarzły (może to za duże słowo) mi obojczyki. Powolnym chodzeniem alejkami chciałam chyba wymusić na drzewach, aby spadły z nich liście, lub choć na chwilę otulił mnie zapach butwiejących liści - na to drugie jednak jeszcze dużo za wcześnie. Uwielbiam jesień. Nie tylko za ten jakże urokliwy zapach, ale również za plecione swetry i kolory, które na przełomie września i października nabierają szlachetności, której brakuje innym porom roku, za ciepłe napoje, które mogę spijać hektolitrami - szczególnie za wszelkiego rodzaju herbaty, za wypieki, które praktykuję zdecydowanie częściej w tym okresie, aby wypełniać wszystkie pomieszczenia korzennym zapachem, za spacery, szczególnie w deszczu i niezależnie czy z parasolem czy bez, za początek roku akademickiego i spotkania z wspaniałymi ludzi, których zostawiłam na uczelni, za listopad i atmosferę oraz zapachy wypalanych zniczy na Wszystkich Świętych. Mogłabym tak jeszcze wymieniać, gdyby nie to, że jestem raczej rannym ptaszkiem, niż nocnym markiem. Zatem życzę dobrej nocy i korzystania z ostatnich tygodni lata, lub cierpliwego oczekiwania na cudowną jesień, która zbliża się do nas niezbyt dużymi krokami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz