
Będąc na wspomnianym spacerze z moją psinką usilnie próbowałam znaleźć jakieś oznaki jesieni. Niestety nie zaobserwowałam nic poza koniecznością noszenia szalika, którego ze sobą nie miałam i dlatego zmarzły (może to za duże słowo) mi obojczyki. Powolnym chodzeniem alejkami chciałam chyba wymusić na drzewach, aby spadły z nich liście, lub choć na chwilę otulił mnie zapach butwiejących liści - na to drugie jednak jeszcze dużo za wcześnie. Uwielbiam jesień. Nie tylko za ten jakże urokliwy zapach, ale również za plecione swetry i kolory, które na przełomie września i października nabierają szlachetności, której brakuje innym porom roku, za ciepłe napoje, które mogę spijać hektolitrami - szczególnie za wszelkiego rodzaju herbaty, za wypieki, które praktykuję zdecydowanie częściej w tym okresie, aby wypełniać wszystkie pomieszczenia korzennym zapachem, za spacery, szczególnie w deszczu i niezależnie czy z parasolem czy bez, za początek roku akademickiego i spotkania z wspaniałymi ludzi, których zostawiłam na uczelni, za listopad i atmosferę oraz zapachy wypalanych zniczy na Wszystkich Świętych. Mogłabym tak jeszcze wymieniać, gdyby nie to, że jestem raczej rannym ptaszkiem, niż nocnym markiem. Zatem życzę dobrej nocy i korzystania z ostatnich tygodni lata, lub cierpliwego oczekiwania na cudowną jesień, która zbliża się do nas niezbyt dużymi krokami.