niedziela, 7 października 2012

Cytrusowe muśnięcie dłońmi

Chciałam znów Wam napisać jak bardzo uwielbiam jesień, ale chyba byłabym zbyt monotematyczna, więc przyszedł czas na poważy temat, jakim jest miłość...

Zdradzę Wam małą tajemnicę odnośnie mojej osoby. W całym moim życiu nigdy nie byłam zakochana. (wspomniałam już, że mam 21 lat?) Właściwie nie byłam zakochana w drugiej osobie, sprostowując. Jestem bardzo kochliwą osobą, ponieważ zapadam po uszy w książkach, muzyce i filmach (najnowsza, bo wczorajsza miłość to 'nowhere boy'). Jednak jeszcze nie miałam okazji zakochać się w drugim człowieku. Wydaje mi się, gdybym spotkała tego jedynego, wiedziałabym to od razu. Od pierwszego wejrzenia. Ze mną jednak jest jeden problem. Jak się zakochać, kiedy wychodzi się z domu tylko na uczelnię, czy do sklepu? Nie lubię imprez. Z resztą wątpię czy chciałabym być z kimś kto lubi głośną muzykę przypominającą tłuczone garnki. Chyba jestem jakaś staromodna, ale ja chciałabym spotkać mężczyznę w tramwaju, albo w sklepiku z warzywami po drugiej stronie ulicy. Liczę na spotkanie jak z książki. Przypadkowa wymiana spojrzeń, delikatne potrącenie, czy dotknięcie dłońmi przy wybieraniu cytrusów. Jestem chyba jakimś wymierającym gatunkiem i wierzę w takie rzeczy. Niestety. 

Czeka mnie smutna przyszłość w pojedynkę. Nawet kotów nie będę mogła mieć, bo jestem uczulona na ich sierść. Zakopię się książkami i nadal będę utożsamiać się z bohaterami, płakać na bajkach Disneya. Taką wróżę sobie przyszłość. Niebyt kolorowa, ale spokojna. Zostanie mi pewnie jeszcze kilka litrów łez do wylania na beznadziejność mojej sytuacji. A może znajdę sobie jakiegoś pana uroczego, który także liczy na romantyczne spotkanie wśród włoszczyzny ;)